piątek, 18 listopada 2011
Życie Lily..3
Po prostu bosko! Oklamuje osoby ktore kocham! Dobra nikogo nie ma w domu! Siedze sama w lazience i obmyślam plan zagłady Daniela. Wiem co sobie myslicie. Czemu zagłada? Bo jak on mnie na coś nakreca tymi swoimi kasztanowymi oczkami i śmiesznymi wlosami na ktorych widac odrosty (mówil zebym nikomu tego nie mowila). Dobra tam patrzac to on to kompletny laluś! Z kim ja sie zadaje?!! Dobra jest juz za pieć szesnasta. Pojde do tego parku ale bede uwazac aby mnie nie zobaczył. Pewnie Daniel siedzi teraz na lawce i jego uśmiech zgasa, zaczynają mu wypadać kłaki z glowy i ... Dobra to czarny scenariusz! Ubrałam się w moje ulubione jeansy i sweterek (pod to oczywiscie bluzke) rekawiczki przez ktore widac palce i jakąs kurtke chyba. Dobra załozyłam mój ulubiony beret i poszłam przed siebie do parku . Patrząc to zajeło mi z 30 kroków bo park jest niedaleko mojego domu, całkiem blisko. Koło mnie mieszka Daniel z lewej strony a z prawej jest dom Mii! Oh Mia gdybyś wiedziała w co sie wpakowałam. Dobra nie czas na rozmyślanie! Widze go! Siedzi z Alex wypatrując mnie. Dla waszej wiadomości Alex to niska brunetka z idealna figurą i dlugimi bronzowymi wlosami - Ubrana była w rajstopy (widac to bylo) spodniczke jakies emoski i bluzke, czarny pasek z kokardką i jakiś troche grubszy sweter. Dobra zauwazyl mnie! Teraz chciałabym uciekać. Serio mówie zaczełam uciekać! Kiedy pomyślałam ze ich zgubiłam zakryłam lekko oczy beretem. Oj Biedny Daniel ciekawe co sobie pomyślał, że jego była dziewczyna z którą chodził tysiące laaaat! Nie chce z nim gadac? Chwila ktoś stoi za mną czuje jego oddech. Nagle lekko mnie łapie i rzuca w liście. - Oszalałeś jesteś chory?!- wykrzyknełam leżac w stercie liści. Oboje gapilismy sie z siebie z 10 minut. Każdy kto nas widział pewnie myślam ze jestem nie normalna! Serio jak to wygladalo moj Byly Daniel stojący i gapiący sie w sterte liści a w nich jakas pospolita nienormalna dziewczyna! Chwila! On mi coś mowi! Znowu uciekam! ALE ZE MNIE TCHÓRZ!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz